Ryszard Kapuściński

(4.03.1932 Pińsk -  23.01.2007 Warszawa)

Reporter i pisarz.
Świadek rewolucji i wojen.
Czterokrotnie uniknął rozstrzelania.
Myśliciel i tłumacz kultur.
Kiedy jego książka „Cesarz” zrobiła światową karierę, czytelnicy nazwali go Cesarzem reportażu, a Salman Rushdie napisał, że Kapuściński połączył reportaż i sztukę.

Reporter – powtarzał  - powinien pisać w obronie słabych i przegranych.
Nieszczęście uważał za roślinę samo wysiewającą się. Jeżeli jeden człowiek jest nieszczęśliwy, czyni nieszczęśliwymi tych, którzy go otaczają.
Przestrzegał: „Człowiek napotkawszy przeszkodę, której nie może zniszczyć, zaczyna niszczyć sam siebie”.
Ryszard Kapuściński widział świat globalnie (w przeciwieństwie do nas, którzy patrzymy lokalnie). Kiedy przyjechał do Polski Francis Fukuyama, aby wytłumaczyć się, dlaczego nie nastąpił koniec historii, do debaty z nim poproszono Kapuścińskiego, bowiem on właśnie "składa w całość fragmenty prawd ogólnych, nie przywiązując wagi do prawd drobniejszych, chwiejnych" (jak napisano w "Voice Literary Supplement").

Kapuścińskiemu jesteśmy wdzięczni.

Inteligentom, którzy dziś książki tylko przeglądają, bo nie są w stanie ich czytać (czasu coraz mniej, bodźców coraz więcej, a charakter cywilizacji migotliwy), a więc tym znerwicowanym konsumentom kultury Kapuściński wciąż podpowiada, co jest ważne.

"Reporter: - Jak tu u was ciemno i brudno!, a w odpowiedzi słyszy: -To nie nasz budynek. No więc nie - nie zgadza się Kapuściński - to jest nasz budynek. I ta zdewastowana Białoruś, i ten głodny Trzeci Świat, i ta obolała swymi problemami Afryka, i bogaty Zachód, miotający się z nadmiaru wszystkiego od ściany do ściany".

To jest nasz budynek - przypomina.

Banał?  To, co w swym inteligenckim zblazowaniu uważamy za oczywiste, on odkrywa przed nami na nowo, z naiwnością dziecka. Kapuściński jest więc naszym sumieniem.

Ponieważ wiedział, jak jesteśmy powierzchowni, nawet swoje filozoficzne "Lapidarium" dostosował do naszych możliwości. Budowa książki pozwala na dozowanie sobie fragmentów, przeskakiwanie z tematu na temat. Ale też omijanie prawd niewygodnych, bez utraty wątku.

Chociaż... gdzie dziś w świecie istnieje jakiś jednorodny wątek? Gdzie jest jakaś, niczym nie zmącona, ciągłość? Gdzie jest spoiwo scalające ludzkość w jakimś wspólnym dążeniu? Nie ma albo go jeszcze nie widzimy.

Gdyby się pojawił, Kapuściński już nie powie nam o tym pierwszy.

Mariusz Szczygieł

Copyright by Mariusz Szczygieł