ks. Rysiek Kusy z Rwandy: dziękuję w imieniu dzieci!
Niedziela, 31 maja 2009
Wioska w Rwandzie. Raz w roku mięso, raz dziennie posiłek. Wieczorem, bo wtedy mama, lub starsza siostra, po pracy w polu gotuje na trzech kamieniach. Czyli w kuchni za domem. Gotuje fasole. Tak, fasole gotuje najczęściej. Niekiedy pataty, czasami zielone banany. Kilka pomidorów i odrobina soli. Nie więcej, bo sól trzeba kupić. Owszem, wyśle się dziecko do sklepiku i ono sól przyniesie. Ale często i tak nie można.
Gotuje się na trzech kamieniach, które nazywa się je amashiga. Ale tylko te trzy, ułożone blisko siebie, w trójkącie; pojedynczo, niezależne od siebie kamienie mają już inną nazwę. Pod garnkiem, między tymi trzema kamieniami – ogień. Żadnego kamienia ująć nie można, bo garnek spadnie, fasola się wysypie.
Kiedy księża tłumaczą w kościele tajemnicę Trójcy Świętej, często pada słowo: „amashiga”…
Naszą igikomę – mocno gęsty napój z mąki sorgo, z dodatkiem cukru, gotujemy na trzech kamieniach. Kamieniach zmodernizowanych, o wyglądzie solidnych cementowych bloków. Żeby garnki na nich stały pewniej.
I dzieci stają się pewniejsze. Pewniejsze siebie. Radosne. Od ich pozdrowień, powitań, odpowiadania na nie aż w głowie się kręci. Na razie jest ich ponad tysiąc. Przy trzech tysiącach*) dopiero się zakręci. Pytanie: „jak mają się ci, którzy dają nam igikomę?”. Dobrze się mają.
Mam nadzieję, że dobrze odpowiadam… I serdecznie Wam dziękuję. Tysiąc czterysta podziękowań! Za serce i za to, że większość matek nie musi ukrywać przed samymi sobą pytania: „co też moje dziecko przez cały dzień jadło”.
Ks. Ryszard Kusy
Nyakinama, 15 maja 2009 r.
Ks. Rysiek z dziećmi w Nyakinama.
*) W tej chwili (czerwiec 2009) Klub HEBAN żywi codziennie 2 400 dzieci. Ta liczba powoli, ale ciągle wzrasta.